Comeback czyli powroty i zaskakujące zwroty akcji!

Wzloty i upadki, odejścia i powroty, taka karuzela zmian. Na kije Nordic Walking też się nie chce iść.

Dzień dobry! Na wstępie nie będę zanudzać, a na pewno winna Wam jestem przeprosiny i wyjaśnienia. Jak byłam, tak zniknęłam i zaszyłam się w norce. Kije Nordic Walking poszły z fochem do szafy… trochę się szarpały ale w końcu dopchnięte nogą skapitulowały i czasem tylko popiskują cichutko – kiedy na spacer, kiedy, kiedy?

Otóż… zaskakujące bywają zwroty akcji w życiu. Człowiek wyznaczy sobie kierunek, mozolnie skonstruuje plan gry i nagle wszystko potrafi szlag trafić, bo los jest przewrotny i ma inne dla nas założenia. Pewnie ciekawi Was co się stało? Czasem zdarzy się zjeść zgniłą gruszkę, czasem człowiek i sraczki dostanie, a bywa i tak że dowiaduje się iż za kilka miesięcy będzie dojarką z małym ssakiem u boku – uchm, mnie też wmurowało! Miałam przed sobą wizję kariery i gwiazdorstwa, nawet byłam na dobrej drodze by coraz więcej celebrycić, a tu bach! I co, niczym gwiazdy ekranu TV miałam świecić brzuchem? Zagryzając zęby od kopniaków w wątrobę udawać, jak super bawię się z kijami na środku wygwizdowa?

Ciąża, dzidzia i co dalej?

Na filmach z 2016r. widać już brzuszek, jednak pod koniec 6 miesiąca wyoutowało mnie bardzo skutecznie, niestety kręgosłup siadł. Tak to jest, jak człowiek nie dba o higienę sportu i nie mówię tu o Nordic Walking, bo akurat kije ratowały moje zdezelowane kręgi… rowerowanie wyszło mi bokiem. Masakra i miazga, a do tego kilka kilo na plus. Jak już człowiek zaczął badania, to końca nie było widać. Diagnostyka ciążowa pokazała wiele problemów ze zdrowiem, choć udało się już prawie wszystko nadgonić. Na pewno stare powiedzenie pszczół które mówi, że jak zaczniesz się sportować to już nie możesz przestać niesie w sobie dużo prawdy. Ot, lekcja na własnej skórze.

Jak to wygląda teraz? Dzień dobry – pieluszka – śniadanko – drzemeczka – łolaboga w co włożyć ręce najpierw! – obiadki – spacerki – a pod wieczór to człowiek się zastanawia czy darować sobie i iść spać, czy jednak dowlec się do łazienki i umyć zęby. Jest i jasna strona mocy; ssak już stawia pierwsze kroczki. Jest lżej i tylko zacieram rączki, by pomknąć w świat na bicyklu, by spuścić ze smyczy przymusem wyciszane pragnienia! Szaleństwo macierzyństwa potrafi sprawić, że człowiek bez cienia lęku staje z dzikiem oko w oko i jest skłonny wygryźć mu tętnicę, jeśli ten nie ustąpi z drogi – bo mam właśnie swoje 60 minut!

No ale…

W tak zwanym międzyczasie udało mi się wdrożyć specjalnie dla Was nową szatę graficzną. Trochę bardziej kobiecą, troszkę bardziej weselszą i pokorniejszą. Dość szybkiego życia i bycia twardym za wszelką cenę. Mój nowy początek niesie dużo zmian. Postanowiłam zebrać wszelkie materiały, na opublikowanie których wiecznie nie miałam czasu i udostępnić je Wam. Ćwiczenia wspomagające marsze Nordic Walking, ciekawe trasy na kije. Przepisy oraz informacje warte uwagi. Pojawi się trochę psychologii. Postanowiłam opisywać wszystko to, co wiem w aspekcie sportu, Nordic Walking oraz sprzętu z tym związanego, aby w jednym miejscu zebrać najistotniejsze informacje. Na stronie będą publikować i inne, ciekawe osoby mające fachową wiedzę do zaoferowania 😉

Tak trochę luźno te myśli i słowa pisane. Chciałabym napisać o wiele więcej ale powstałaby saga. Nie! Dzidziusia uroczego nie pokażę. Jeśli już to można będzie spotkać się z nami na treningu, bo dzidzia zafascynowana i chłonna. Jeszcze nie ma roczku, a już kocha wędkowanie, tylko czekać aż pokocha kije. Zresztą przygląda się uważnie każdej, napotkanej osobie z kijami. Ma to we krwi! Planowałam pociukać z chuściaczkami ale kręgosłup nie pozwala. Mam jednak coś innego w zanadrzu, przyczepkę rowerowa, która sprawdza się idealnie na trasie. Jak będzie śnieg wiadoma rzecz w ruch pójdą sanki. A dlaczego to piszę? A bo brakuje mi motywacji. Moją motywacją przeważnie byli inni ludzie. Tak, Wy wszyscy. Każdy Wasz uśmiech, mała niepewność, Wasze obawy, niejednokrotnie łzy. Wasze pierwsze kroki, Wasze sukcesy, podekscytowanie kiedy zaczynało wychodzić trzaskanie łapkami. W końcu Wasza siła, jaką zaczynaliście czuć.

Teraz to ja potrzebuję motywacji. Zaczynam od początku. Może nie od zera, bo jednak się ruszam i takim pasztetem nie jestem ale plecy mam bardzo słabe, że strach nosić siatę z ziemniorami. Mój nowy początek z kilkoma kilogramami na plus. Mój nowy początek, bo nie mam pojęcia dokąd mnie poniesie ta droga dalej. Jedno jest pewne, brakuje mi niesamowicie Waszych uśmiechniętych twarzy, szalonych opowieści odwracających uwagę od bólu. Aha, dziękuję za miłe słowa i zainteresowanie. Że pisaliście do mnie i pytaliście, co się stało. Bardzo dziękuję i wiele to dla mnie znaczy. Przede wszystkim cieszę się, że zaraziłam Was chodzeniem z kijami i mogłam pokazać zupełnie inny wymiar Nordic Walking.

Do napisania!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz